Żyję swoje! ▸
obserwacje Autor: pawel.kruzel@m00n.link (Paweł Krużel), 15.01.2024 12:16
Dziś taki temat, który powinienem pewnie poruszyć już jakiś czas temu z powodu swoistej "sensacji" jaką się stałem, ale dopiero dzisiaj to do mnie dotarło. Otóż, pewnie jakaś część z Was o tym wie, ale nastąpiła w moim życiu pewna zmiana w 2021 roku. Zacząłem poruszać się na wózku.
Taka zmiana przynosi nowe życiowe obserwacje. Nagle z osoby stojącej, kroczącej, stajesz się osobą siedzącą. To kompletna zmiana perspektywy mojej obserwacji świata, ale co ważniejsze, również zmiana perspektywy obserwacji mojej osoby przez świat wokół.
Co zauważyłem jako pierwsze? Wielu z moich znajomych, jak również obcych osób, kompletnie nie wiedzą jak się zachować wobec mnie. Całkiem inna sprawa że jakaś część osób po prostu traktuje mnie zupełnie normalnie. Druga rzecz jaką zauważyłem to to, że istnieje spora grupa osób, które uważają że dla mnie życie już się skończyło, że ten wózek to kompletna katastrofa i dla nich stałem się jakimś pożałowania godnym typem. Słyszałem też takie plotki, że popadłem w jakąś depresję i że nic dobrego się ze mną nie dzieje.
Tymczasem prawda jest taka, że ten wózek inwalidzki na stałe to nie jest aż tak wielka zmiana w moim życiu. W pewnym sensie brałem pod uwagę już od dawna to, że może mi się coś takiego przydarzyć. Miałem też wcześniej nie raz chwilowe epizody z wózkiem, ostatecznie jednak musiałem przesiąść się na niego na stałe. Było to konsekwencją poważnej, przewlekłej i wyniszczającej choroby, która toczy mnie od urodzenia i ten wózek nie był dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem.
Z mojej persektywy poruszanie się na wózku inwalidzkim jest tylko zmianą sposobu przemieszczania się, zarówno w domu, jak i w terenie. Oczywiście jest to rodzaj ograniczenia, ale jak najbardziej da się z tym żyć i nie wprowadza to aż tak drastycznej zmiany w moim życiu jak niektórzy sądzą. Nie jest to dla mnie również powodem do jakiejkolwiek depresji, nic się nie kończy, tylko niektóre rzeczy teraz trzeba planować inaczej a z innych trzeba po prostu zrezygnować. Wcześniej z racji kłopotów ze zdrowiem musiałem poruszać się o kulach i powiem wam że z perspektywy czasu uważam że było to znacznie bardziej uciążliwe niż obecne poruszanie się na wózku. Poruszanie się o kulach w pewnym sensie potęgowało moje problemy ze zdrowiem i było, o dziwo, znacznie bardziej ograniczające. Zaś cała reszta aspektów życia i bronienia się przed skutkami choroby pozostają bez zmian.
Jak mógłbym podsumować ten temat? Po prostu "żyję swoje"! Wykorzystuję możliwości które mam i staram się brać z życia jak najwięcej się da, a jest tego nadal całkiem sporo wbrew pozorom! Mam też w sobie znacznie więcej optymizmu niż wcześniej, więc nie Spisujcie mnie jeszcze na straty ... 😉 Żyję swoje i zamierzam jechać sobie nadal przez życie z "bananem" na twarzy.
P.S. Dziękuję, Beatku, bo wielka jest pomoc i w tym wszystkim Twoja zasługa ...
Komentarz? TUTAJ.