Steven Tyler - We're All Somebody from Somewhere - nie z odzysku! ▸
muzyka Autor: pawel.kruzel@m00n.link (Paweł Krużel), 26.03.2026 21:06
Niewiele osób być może wie, że Steven Tyler "popełnił" tę płytę. I że jest to płyta z muzyką Country (!). Składa się ona z piętnastu utworów, z czego zaledwie jeden mnie denerwuje i pomijam go podczas słuchania albumu, bo moim zdaniem on tu nie pasuje. Jest to numer 3 - "Hold On", jakiś taki nader "brudny" i niepokojący song ...
Skąd "mi się to wzięło"? A bo niewielu wie że Paweł Krużel słucha muzyki Country (!). Pewnego dnia podczas obcowania z jedną z moich ulubionych stacji radiowych - "Country Rocks FM", wpadł mi w ucho kawałek "Love Is Your Name". Od razu poznałem ten charakterystyczny głos ... Nie miałem pojęcia, że Steven Tyler interesuje się Country i że śpiewa takie piosenki! Udało mi się odnaleźć tę płytę w zbiorach Apple Music i po przesłuchaniu skróconej wersji demo, oczywiście natychmiast ją nabyłem!
Co mi się "rzuciło w uszy" jako pierwsze: rewelacyjne brzmienie całości (!). Każdy kawałek został pieczołowicie "zaopiekowany" w trakcie powstawania, miksu oraz masteringu. Płyta nosi oznaczenie "Apple Digital Master" i słychać że to nie jest jakaś "płyta z odzysku". Na moim MacBook-u i innych głośnikach w domu gra to świetnie! Nie wiem za jaką to sprawą, ale nagrania brzmią bardzo przestrzennie, plastycznie i mają niesamowitą szerokość stereo oraz głębię ... Czyżby to jakieś specjalne zabiegi Apple, czy też inżynierów dźwięku ...? Pośród nazwisk uczestników projektu znalazłem m. in. nie byle jakie: Gavin Lurssen - znane z dokonań masteringowych ...

Płyta w katalogu iTunes Store, własność obrazka - Apple Music
Już w radio zwróciłem uwagę że to jest "inna liga" ten Tyler. Wokalnie odstawało to od innych utworów w radiu, choćby ze względu na bardzo rockowy styl śpiewania ale i charakter całości. Instrumenty na płycie brzmią niezwykle soczyście, słychać że niektóre partie powstawały już po nagraniu wokali, będąc ich uzupełnieniem czy kontrapunktem i nie było to przypadkowe. Instrumentów pojawia się wiele, nie tylko elektryczne czy akustyczne gitary, ale wiele innych, charakterystycznych dla muzyki folkowej i Country, mandoliny, ukulele, bandżo, skrzypce, cigar-boxy itp. Sam wokal - po prostu poraża. Jest wielowarstwowy, wielogłosowy, wielobarwny - jedna barwa ciemniejsza, inna jaśniejsza, ostrzejsza, itp. W niektórych miejscach słychać po cztery lub więcej głosy śpiewane przez Tylera. Takiego bogactwa nie słyszałem na żadnej płycie Aerosmith (!). Maestria przy tworzeniu tych partii oraz ilość pracy w nie włożona - mnie to powala. Nie dotyczy to tylko głównych partii wokalnych, pojawiają się jeszcze jakieś chórki, pohukiwania, odgłosy dźwiękonaśladowcze, itp. "Dżungla" wokali i głosów!
Nie zamierzam się wgłębiać w opisywanie poszczególnych utworów, płytę można łatwo odsłuchać we fragmentach za pośrednictwem Internetu. Zaś dogłębny opis albumu oraz linki z nim powiązane są dostępne na jego stronie w Wikipedii, dostępnej również w języku polskim, choć zawartość owej jest uboższa od oryginalnej, angielskiej. Dowiadujemy się tam m. in, że w tworzeniu dzieła wzięła udział cała plejada znamienitych nazwisk - autorzy, muzycy, muzycy sesyjni, producenci ... To się NIE mogło nie udać (!).
Płyta doczekała się również wielu recenzji oraz wylądowała wysoko w zestawieniach albumów muzycznych, że wspomnę - nawet nr 1 w "US Top Country Albums" Billboard-u. Mnie ta płyta absolutnie zachwyciła i na razie jest moim wielkim odkryciem na rok 2026. Może być ona również nieocenionym źródłem inspiracji dla muzyków - szczególnie dla wokalistów a dodatkowo dla aranżerów, realizatorów nagrań czy masteringu. Myślę że w Polsce jeszcze długo nie powstanie nic, co choć zbliży się swoją jakością do tego dzieła i bynajmniej nie ze względu na jego gatunek muzyczny.