Pudełko na papierosy ▸

obserwacje Autor: pawel.kruzel@m00n.link (Paweł Krużel), 15.02.2016 9:06

W ubiegły weekend, jak co jakiś czas, odwiedziliśmy moją mamę. Niedzielny obiadek z pogaduchami, trochę śmiechu, trochę rozmów na ważkie tematy. Wizyta w domu rodzinnym.

Kiedy już jakiś czas masz swój dom, dom rodzinny staje się jednocześnie miejscem dobrze znanym, ale też trochę obcym, w miarę jak następują przemeblowania, ściany zmieniają kolor, pojawiają się nowe przedmioty itd. Nie wiem, czy podzielacie takie odczucie, ale ja je mam od jakiegoś czasu za każdym razem , kiedy odwiedzam mamę. Mój dom jest już teraz gdzie indziej… Nie zmienia to faktu, że w domu rodzinnym można czasem natrafić na przedmioty, które jakby na nowo scalają naszą historię z miejscem. W tym wypadku było to pudełko na papierosy.

To pudełko towarzyszyło mi od małego. W „świątyni rodziców”, tzw „pokoju stołowym”, było ono jednym z centralnych bibelotów, ozdób, trofeów życiowych. Do dziś nie znam historii tego przedmiotu. Nie mam pojęcia skąd się wziął w domu rodziców, nie wiem, czy to był prezent, czy zakup, pamiątka, ważna, a może wcale nie. Wiem jedno. Na przestrzeni czasu zmieniał ten przedmiot osobę, która nim „zarządzała”. Najpierw to był mój ojciec, potem mama, a potem trzymane w nim były przez losowe osoby różne ważne i mniej ważne przedmioty. Pudełko jest w tym domu, odkąd pamiętam. Od zawsze. Jest również teraz. Stoi sobie na komodzie i mruga sobie swoją metalową obudową z daleka.

Dlaczego o tym piszę? Mój ojciec nie żyje już od tak dawna, że ten fakt nie budzi we mnie emocji. Nawet tak ważne wspomnienia, są już jakby nieco wyblakłe. Dziś odczuwam je bardziej jako fakt historyczny, niż coś, co targa uczuciami. Pamiętam, jak moja mama gdy byłem mały mówiła do mnie, żebym nie ruszał pudełka, nie zaglądał do środka, bo jak coś zgubię, to tata będzie zły. Nie ruszałem, nie zaglądałem. Teraz, po latach pudełko nadal jest, ale taty nie ma już bardzo dawno. Została po nim jego własność.

Siedząc wczoraj w „stołowym” z mamą, nagle spojrzałem na to pudełko i doznałem niezwykłego uczucia. Takie dotknięcie fragmentu historii czyjegoś życia, patrzenie na czyjąś własność. Niby oczywiste, prawda? Nie całkiem. Nikt o tym nie myśli chyba zbyt często, ale w całym swoim życiu gromadzimy różne przedmioty. Są one dla nas w którymś momencie, czy jakimś okresie czasu naszego życia bardzo ważne. Używamy ich, cieszymy się nimi, po czym odchodzimy z tego świata i one po nas zostają. Właśnie - one zostają a nas już nie ma … Nagle poczułem, że gromadzenie przeze mnie przedmiotów stało się dla mnie jak nigdy nieistotne i strasznie mało ważne. W kontekście gromadzenia i zabiegania o rzeczy doczesne, życie odczułem jako puste i bez znaczenia. Dziwne uczucie. Jeśli mają np mnie pamiętać jedynie jako właściciela pudełka na papierosy, to staje się to dziwne.

Niedawno pisałem o tym , co się w życiu liczy. Każda minuta. A ja chyba poczułem silnie jak nigdy dotąd, że zbyt wiele czasu i energii trwonimy na gromadzeniu rzeczy. Urządzanie domu, kupowanie mebli, odkładanie na kolejny telewizor, kupowanie na raty jakichś kolejnych bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy jako zachcianek, stało się treścią naszego jakże konsumpcyjnego i zarazem cholernie pustego życia, czasu poświęcanego bardzo często na zarabianie pieniędzy. Czasem słyszę pytanie: „Co ja po sobie zostawię…?”. Ludzie w pewnym momencie swojego życia, jak nigdy wcześniej pragną dokonać czegoś, co pozostawi po nich jakiś ślad w pamięci innych. Dla niektórych staje się to obsesją. Tymczasem, gdy się zastanowić - niektórzy wiedzą, kim był taki np Jimi Hendrix. No tak, kompozytor, gitarzysta, naprodukował różnych fajnych kawałków, które się zapisały w historii muzyki. Właśnie - piosenki pozostały w historii i pamięci. A kim był Jimi? Kto ma pojęcie, kim był Jimi? Dla kogo ważny jest dziś Jimi i to kim był jako człowiek? Przecież był tak ważny kiedyś dla innych. A może nie on był ważny, a jego piosenki po prostu…?

Te wszystkie przemyślenia skłoniły mnie do pewnej konkluzji. W życiu liczy się najbardziej moje własne życie i to jakimi treściami i relacjami a nie przedmiotami je wypełnię. Oraz to, jakie wspomnienia pozostawię po sobie bliskim. Kiedy odejdę, pozostanie po mnie po prostu trochę bibelotów, które być może czasem będą komuś przypominać, że ktoś taki jak ja był kiedyś na tym świecie. Ni mniej, ni więcej. Jako człowiek, być może będę pamiętany przez kogoś, na pewno dobrze przez moją ukochaną. Po tym doświadczeniu w niedzielę myślę, że to JEJ i swoim najbliższym chcę dać z siebie jak najwięcej w moim życiu, bo ich po prostu kocham. Myślę, że takimi treściami chciałbym wypełniać możliwie najpełniej moje dni, których, nigdy nie będę wiedział, jak mało mi jeszcze pozostało.

Czego i wam życzę! :-)


Paweł Krużel

Paweł Krużel

Instrumentalista, muzyk sesyjny, kompozytor, realizator nagrań, wieloletni kierownik Studia Nagraniowego Radia MAKS w Tarnowie i twórca motywów przewodnich tej stacji. Współtwórca oraz były współwłaściciel RPM Sound and Voices - obecnie jednej z prężniej działających agencji, produkujących oprawę antenową stacji radiowych oraz reklamę dźwiękową. Twórca muzyki ilustracyjnej dla telewizji (m.in. TVN) i radia, kompozytor muzyki do bajek, przedstawień teatralnych, producent reklam i jingli radiowych, realizator live. Współpracował m. in. ze Stanisławem Sojką, Katarzyną Gaertner oraz wieloma innymi zespołami oraz wykonawcami w studiu i na scenie. Oprócz tego zajmuje się tworzeniem róznego rodzaju projektów internetowych, grafiką, oraz pisaniem tekstów.

Napisz do mnie


©  2020 - Paweł Krużel
Informacje prawne