Po czynach was poznają ▸
obserwacje Autor: pawel.kruzel@m00n.link (Paweł Krużel), 26.11.2025 6:24
Dziś trochę filozofii. Skrolując "internety" od czasu do czasy natrafiam na wypowiedzi tzw. "świętoszków". Takie tam o Bogu (którymś), że "bez Niego to nic" i takie tam.
Postanowiłem się z wami podzielić swoimi przemyśleniami na temat wyznawania wiary w Internecie, czy publicznego ogólnie. Sam jestem wychowanym w wierze katolickiej facetem, który z czasem zmienił swoje nastawienie do religii jako takiej i dziś patrzy na nią całkiem inaczej niż jako dziecko. Dziś od religii ważniejsze są dla mnie takie sprawy jak np. moralność, bez identyfikowania się z wyznaniami i wiarą jako taką. Choć istnienie jakiejś siły wyższej jest dla mnie osobiście sprawą oczywistą. Posiadając umiejętność logicznego rozumowania, która nie wzięła się przecież z nikąd, umiem dostrzec że stworzenie wszechświata, który również nie wziął się z nikąd, raczej musiało być dziełem siły której ludzki rozum nie ogarnie. I wg mnie nie musi. Powyższa świadomość mnie osobiście wystarczy.
Do tego dochodzi w moim przypadku moralność. Zbiór prostych życiowych zasad: by nie krzywdzić innych, by pomagać, oraz wiele innych, większych, mniejszych, drobniejszych czy ważniejszych. Wszak nawet zwykłe "Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe" wydaje się być całkiem uniwersalne i niezależne od jakiejkolwiek religii. Mnie osobiście, same starania bycia moralnym na co dzień oraz dawania dobra innym, dają poczucie sensu istnienia. Oczywiście o ile te starania są szczere wobec samego siebie. Nie jesteśmy idealni ale każde z nas ma domu przynajmniej jedno lustro, w którym może popatrzeć sobie samemu w oczy ... 😉
Nie mnie poniższe oceniać, niemniej jednak większość ludzi, pod wpływem wychowania i innych czynników, wyznaje tę czy inną wiarę w tego czy innego Boga. Bo tego potrzebuje. Dlaczego to robi? Otóż przyczyna jest banalna: taka wiara daje nadzieję. Nadzieję na to, że po przejściu tego syfiastego niekiedy "poligonu" jakim jest życie, otrzyma się nagrodę w postaci np. legendarnego "zbawienia", czymkolwiek by nie było. Albo jakąś tam inną nagrodę po śmierci czy nawet za życia (!).
Twórcy wyznań religijnych moim zdaniem sprytnie tworzą zasady wiary, które łączą moralność z wyznawaniem wiary. Czyli: jesteś wyznawcą = jesteś moralny. Moim zdaniem - to takie sprytne nadużycie, mające na celu wzmocnienie uzależnienia wyznawców od wiary.
W dobie Internetu i globalnych pogawędek, raz po raz trafiam na jakiegoś wyznawcę, który sztucznie obarczony przez "szefów" misją zachęcania innych do swojej religii, prawi jakieś "morały" podczas zwykłych, świeckich dyskusji. Nie raz ręka mnie świerzbiła, aby takiemu napisać to, co postanowiłem napisać w tym tekście.
Moi niemili ... Nie interesuje mnie wasza religijność ani wiara którą wyznajecie. Nie przeszkadza mi to że jesteście religijni oraz nie zamierzam ingerować w jakikolwiek sposób w tę religijność. A tym bardziej was do niej zniechęcać - każdy robi to, co wybrał. Polecam jednak wykonać prosty eksperyment myślowy, który pomoże wam zacząć zadawać sobie samemu właściwe pytania. Np. czy zasady wiary dają wolność czy wręcz odwrotnie ...?
Otóż na poczet eksperymentu poczyńmy założenie że ... dowiadujemy się z dnia na dzień że żaden Bóg nie istnieje. Tzn. żaden taki Bóg, jakiego przedstawia wam wasza w niego wiara. Że nie istnieją życie po śmieci ani żadne nagrody. Że są na to na dodatek niezbite dowody. A zasady wiary to wymysł. Co zrobisz?
Ja ci powiem, co zrobisz. Po okresie szoku, z niepowstrzymanej żądzy nadania sensu własnemu istnieniu oraz nadziei na życie po śmierci, ulepisz sobie figurkę z gliny albo nawet czego innego 😆, wytniesz postać z papieru albo namalujesz ją sobie na kawałku dykty i będziesz się do niej modlił. Czy to ma sens, czy nie, bo taka jest natura człowieka. Człowiek potrzebuje być niewolnikiem idei, która ma "oczyścić go z brudu" i dać nadzieję. A należenie do grupy wyznaniowej dodaje do tego wszystkiego narzucony jej zasadami imperatyw zachęcania innych do czynienia tego samego.
Możecie mnie sobie teraz nienawidzić jeśli ten tekst budzi w was niepokój albo burzy jakiś tam wasz porządek. Nienawidzić za cokolwiek, skoro musicie, albo wyśmiewać. 😆 Ale nie przestanę uważać, że gdy nachalnie eksponujecie publicznie swoją religijność, czy to w Internetach czy w tzw. "realu", moim zdaniem, wbrew temu czego was uczono, postępujecie niestosownie i na dodatek niesmacznie czy wręcz szkodliwie. Ona tego od was nie potrzebuje, to jej szkodzi, a wasza wiarygodność na tym cierpi. Przynajmniej w oczach ludzi światłych, bez względu na ich religijne zaangażowanie lub jego brak. Pospolite "reklamowanie" takich spraw to prostactwo. A podobno "Po czynach was poznają"! Bóg by się uśmiał! 😆
Komentarz? TUTAJ.