Bierzcie sprawy w swoje ręce ▸
obserwacje Autor: pawel.kruzel@m00n.link (Paweł Krużel), 09.05.2016 18:28
Do końca życia nie zapomnę, jak opluty niedawno przez własnych rodaków Lech Wałęsa, zaraz po wybraniu go na prezydenta, wypowiedział takie słowa: "Bierzcie sprawy w swoje ręce".
Z perspektywy czasu bardzo dobrze zrozumiałem, co miał na myśli. Polacy już zapomnieli o tych straganach na łóżkach polowych, o tej wielkiej eksplozji przedsiębiorczości. Niewiele nauczyli też swoje dzieci o życiu w nowej rzeczywistości przez te 20 parę ostatnich lat. Co mamy dziś? Hejt + “komuno wróć”, tylko w tej nacjonalistycznej wersji. Zabawne, ale i smutne zarazem.
Tak się wszyscy rwali kiedyś do wolnego rynku i co myśleli? Że wszyscy, ci leniwi i bez rozumu oraz ci z pomysłem, pracownicy najemni i np pionierzy biznesu, będą bogacić się tak samo i w tym samym tempie? Że zachód tu przyjdzie, da pieniądze, nie biorąc stąd niczego dla siebie? Że politycy to sami święci, którzy nie mają niczego innego do roboty, tylko robić dobrze krajowi? Że biznes to odmiana Caritasu i ma wspierać swoich pracowników swoim kosztem?
Tymczasem rzeczywistość jest brutalna, jak mawia pewien znajomy biznesmen. Bez ryzyka nie ma sławy. Nie znam żadnego biznesmena, który w pewnym momencie swojego życia, przynajmniej raz nie postawiłby wszystkiego na jedną kartę. Chyba każdy miał kiedyś taki moment. Wiem to również z własnego doświadczenia. Rzeczywistość jest brutalna a w interesach, szczególnie między silnym a słabszym, nie ma stentymentów.
Zachód oczywiście chętnie do nas przyszedł, skuszony dodatkowo ulgami podatkowymi, rozdawanymi wszędzie i bez rozumu przez niekompetentnych rządzących. Okazało się, że gospodarka rynkowa to jest modliszka, chętnie ukocha swojego partnera, ale potem akt miłosny kończy się śmiercią. Śmiercią złudzeń. Sprywatyzowane kluczowe sektory gospodarki zostały szybko przejęte przez zachodni biznes, który teraz dyktuje warunki. Skończyło się “babce sranie” i zaczęła się trudna walka o byt, często wręcz o być albo nie być i tak jest do dziś. Równocześnie otworzyły się granice. Mnóstwo ludzi zaczęło wyjeżdżać z Polski po lepsze życie, albo w ogóle jakiekolwiek. Kto wyjechał? Wszyscy ci, którzy nie znaleźli swojego miejsca w nowej rzeczywistości. Tam mają podobno lepsze perspektywy, choć wszyscy po jakimś czasie twierdzą, że lekko nie jest. Ci, co zostali, już pogodzili się z tym, że jest przechlapane i że łatwo “wyżej dupy nie podskoczysz”. Niektórzy z nich zrozumieli, że na życie trzeba mieć pomysł i przede wszystkim na biznes też. Innym pozostało psioczenie na swój los przed telewizorem czy komputerem i hejtowanie tych, którzy żyjąc w Polsce, ten pomysł mieli lub mają. A przecież nie da się z pustego nalać w próżne ...
Co pozostaje? Nadzieja. Ale nie na “lepsze zmiany” i inne tego typu podpuchy. Nadzieja na to, że pomysłów będzie coraz więcej i tych, którzy naprawdę biorą sprawy w swoje ręce. Zainspirowane artykułem: